Lata 60., czyli pierwszy awans do Ligi Okręgowej

67-68Zapraszamy do przeczytania drugiej części z cyklu artykułów historycznych. Pierwszy artykuł zakończyliśmy na premierowym awansie do A Klasy w sezonie 1962/1963. W pierwszym sezonie na tym poziomie rozgrywkowym Hutniczy Klub Sportowy Warszawa zajął wysokie, czwarte miejsce.

Do wspomnień dołącza legenda klubu, Pan Krzysztof Branicki – były piłkarz, wieloletni trener seniorów i juniorów, ostatnio kierownik. Branicki do Hutnika przyszedł w wieku 24 lat z Gwardii Olsztyn. Przygodę z bielańskim klubem rozpoczął dokładnie 8 lutego 1964 roku. Branicki w Hutniku pracował przez 50 lat, z przerwami na pracę trenerską w Marymoncie Warszawa i GKP Targówek.

Krzysztof Branicki: – W 1964 roku, kiedy przyszedłem do Hutnika, trenerem był Czesław Wiśniewski, były piłkarz Polonii Warszawa. Był to doświadczony zawodnik i trener. Na przełomie lutego i marca, po tygodniu przygotowań w szkole przy ul. Staffa, wyruszyliśmy na obóz do Wisły. Hutnik grał wtedy w A Klasie. W zespole występowali wychowankowie Legii Warszawa, Polonii Warszawa, Warszawianki i Marymontu Warszawa. Przyszli oni do Hutnika także po to, żeby mieć pracę, uzupełniać wykształcenie i otrzymać w dalszej perspektywie mieszkanie.

Były zawodnik Hutnika wspomina również jak wyglądała codzienność zawodników, a zarazem pracowników Huty.

– Trenowaliśmy cztery razy w tygodniu. W tamtych latach nie było wolnych sobót, więc najczęściej mecze były rozgrywane w niedzielę. Grając w A Klasie wyjeżdżaliśmy m.in. do Płocka, Żyrardowa, Ciechanowa. Wszyscy zawodnicy pracowali w Hucie, a większość na trzy zmiany: od godziny 6 do 14, od 14 do 22 i od 22 do 6. Na moim przykładzie mogę powiedzieć, że po nocnej zmianie, o godzinie 17 wyjeżdżałem z domu na trening, który był o 18 i trwał do godziny 19.30. O 20 wychodziłem z sali na Staffa prosto do Huty, gdzie jeszcze półtorej godziny czekałem na swoją zmianę. Nieraz było tak, że gdy mieliśmy mecz przykładowo w Przasnyszu, to do pracy szliśmy na noc w sobotę na godzinę 22.00, schodziliśmy o 6 rano, a mecz był zaplanowany najczęściej na godzinę 11 lub 12. Po całonocnej zmianie jechaliśmy na mecz. W autokarze była rodzinna atmosfera, zawsze z nami jeździły rodziny.

Branicki kontynuuje wspomnienia z sezonu 1964/1965, gdy klub z Bielan występował w A Klasie. Wówczas Hutnik wyprzedził o punkt Żyrardowiankę Żyrardów i awansował do Ligi Okręgowej (III poziom).

– W Hutniku byli piłkarze mający za sobą występy w II lidze. Przez A Klasę szliśmy jak burza. W każdym meczu walczyliśmy o zwycięstwo – mówi Branicki.

W trakcie rozmowy Pan Branicki opowiadał również o swojej pracy w Hucie. – Gdy przyszedłem do Hutnika, to rozpocząłem pracę na wydziale kuźni u inż. Edwarda Kwapienia, którego syn grał w Polonii Warszawa. Pracowaliśmy na trzy zmiany, nie było żadnych ulg. Następnie, za jakiś czas, zwalniano nas o godzinie 13, czyli godzinę przed zakończeniem pracy. Jak nam zaczęło dobrze iść w lidze, zarząd klubu zdecydował się zwalniać nas z pracy o godzinie 11.00. Nas piłkarzy dobrze znali, bo musieliśmy chodzić do pracy i wychodzić z Huty na trening w jednakowych torbach sportowych.

Po przedstawieniu początków Krzysztofa Branickiego w klubie, informacji o Hutniku, tła zawodowego, przejdźmy do sportowych aspektów. Branicki wspomina o przygotowaniach do sezonu, trenerze czy też o ostatnim meczu, który dał klubowi awans.

– W lipcu w 1964 roku byliśmy na obozie w Giżycku. Wtedy, jako konsultant przyjechał trener Bolesław Popiołek, były piłkarz Polonii. Tymczasowym trenerem był Jerzy Grom. On był kilka lat starszy od nas. Był doświadczonym piłkarzem, wychowankiem Polonii, grał w II lidze. Hutnika prowadził w rundzie jesiennej 1964 roku. W 1965 roku przyszedł do nas w charakterze trenera Andrzej Strejlau, który ukończył Akademię Wychowania Fizycznego. Był rówieśnikiem większości z nas, ale od iluś zawodników był o parę lat młodszy. Zaakceptowaliśmy go z uwagi na jego ogromne zaangażowanie, dużą wiedzę, urozmaicone treningi, bardziej nowoczesne. Graliśmy z nim wiosnę 1965 roku. Andrzej Strejlau wprowadził nas do III ligi. Awans zapewniliśmy sobie w ostatnim meczu, grając na AWF-ie z Ursusem Warszawa. Było 1:1. Zdobyłem gola na 1:0. Podawał mi Stanisław Kamiński z odległości ok. 30 metrów spod linii bocznej z lewej strony, uderzyłem rogalem, piłka trafiła w słupek i padła bramka. Ten gol dał nam awans do III ligi.

W sezonie 1965/66 doszło do zmiany trenera. Andrzeja Strejlaua na stanowisku szkoleniowca zastąpił Edward Brzozowski. O przyczynach tej zmiany opowiada Krzysztof Branicki:

– Andrzej był młodym chłopakiem, miał 25 lat. Chciał jeszcze grać w piłkę. Przed przyjściem do Hutnika występował w Gwardii Warszawa. Strejlau był sprawny, dobry technicznie. W takiej sytuacji przyszedł trener Edward Brzozowski. Był to doświadczony szkoleniowiec, były trener Polonii Warszawa, Gwardii Warszawa, Odry Opole, Polonii Bytom, Arkonii Szczecin i Pogoni Szczecin. W momencie, gdy przyszedł trener Brzozowski, to Andrzej został zawodnikiem. Jednak później wybrał pracę naukową. Strejlau był wykładowcą w katedrze gier, był asystentem doktora Jerzego Talagi. Musiał coś wybrać i zdecydował się na Akademię Wychowania Fizycznego. Z uwagi na to, że wybrał pracę naukową przestał z nami grać.

Następnie Krzysztof Branicki wspomina już mecze oraz kadrę Hutnika: – Każdy mecz był bardzo ważny i trudny. Nie kalkulowaliśmy nic, w każdym spotkaniu graliśmy o zwycięstwo. Byliśmy tak nastawieni przez trenera. Taka była założona taktyka. Nas nic nie interesowało, żadne układy. W kadrze klubu byli Gozdan, Jurek Grom, Henryk Piankowski, Szczeszek, Wojtek Zabłocki, Kazimierz Orłowski, Witczak, Mieczysław Ekner, Andrzej Strejlau, Staszek Kamiński, Maciej Galas, Adam Dobrowolski, Adam Tarkowski – mówi Branicki.

W tym czasie nastąpiła reorganizacja rozgrywek. Pomiędzy II ligą a Ligami Okręgowymi utworzono Klasę Międzywojewódzką, do której ostatecznie awansowała, a w zasadzie utrzymała się na tym samym szczeblu rozgrywek, pierwsza piątka ligi. Hutnik zajął ósme miejsce i spadł do… Ligi Okręgowej, czyli nazwa ta sama, ale szczebel niższy.

blog comments powered by Disqus
blog comments powered by Disqus